Obudził ją głos mamy. Powoli otworzyła oczy. Leżała na
swoim łóżku, przykryta kołdrą. Pierwszy co zauważyła było niedomknięte okno.
Coś było nie tak. Szatynka natychmiast zerwała się z łóżka. Niestety zaplątała
się we własne nogi i runęła jak długa na podłogę.
- Cudownie.
Podniosła się i szybko zeszła na dół. Przy stole siedziała
już jej mała, dziesięcioletnia siostrzyczka Molly.
- Cześć kochanie.
Powiedziała i pocałowała małą główkę dziewczynki.
- Cześć Cristal.
Powiedziała mała. Była bardzo podobna do mamy. Blondynka,
niebieskie oczy. Za to Cristal nie była podobna do nikogo. Miała brązowe afro,
które nijak nie dało się uczesać. Jedno jej oko było opalizująco niebieskie, a
drugie tak czarne, że nie widać było źrenicy. Była wysoka, ale nie za bardzo.
Je drobna budowa nie pozwała na udzielanie się w żadnym sporcie promowanym
przez małe liceum Richmond High. Pozostawało jej bieganie. Robiła to bardzo
często, gdy tylko miał czas.
- Jak tam pierwszy dzień wakacji?
Spytała z uśmiechem mama.
- Fajnie.
Odpowiedziała Cristal, a Molly tylko uniosła kciuk w
górę. Szatynka od razu poznała, że coś jest nie tak, więc od razu gdy skończyły
jeść wzięła siostrę na górę do swojego pokoju. Usiadły na łóżku w milczeniu.
- Co jest?
Spytała, a Molly zaczęła nerwowo wykręcać palce.
- Bo… bo jest taki chłopak.
- Jest taki chłopak?
Powtórzyła Cristal. Pamiętała, że ona zaczęła zauważać
chłopaków dopiero w drugiej klasie gimnazjum.
- Jak ma na imię?
- Carter.
- I co z nim?
- Podoba mi się, ale już ma dziewczynę.
Cris nerwowo wciągnęła powietrze. Dziesięć lat i już
dziewczyna?
- Nie wiem co robić Cris. – jęknęła dziewczynka – Czuję,
że jestem brzydka i dlatego mu się nie podobam.
Szatynka przez chwilę myślała co powiedzieć, a potem
wstała i wyciągnęła rękę do siostry i powiedziała
- Chodź.
Blondynka chwyciła jej rękę i poszła za nią do lustra.
Dziewczyna stanęła za nią i powiedziała biorąc do ręki pasmo jej włosów
- Patrz masz piękne, długie i zdrowe włosy. Masz duże i
niebieskie oczy. Jesteś szczupła i całkiem wysoka jak na swój wiek. Na razie
tego nie widać, ale gdy będziesz starsza i rysy ci się trochę zmienią będziesz
naprawdę piękną, młodą damą.
- Dziękuję Cristal.
Blondynka przytuliła szatynkę.
Gdy Molly wyszła z pokoju Cristal od razu zaczęła
wyciągać swoje ubrania do biegów, na które składały się odblaskowa bluzka,
krótkie czarne spodenki i adidasy. Z dziesięć minut zajęło jej wiązanie włosów
w kucyk. Zeszła na dół, powiedziała, że idzie pobiegać i wyszła z domu. Na
ganku chwilę się rozciągała, a potem ruszyła prosto do lasu. Biegła miarowym
rytmem od czasu do czasu zmieniając kierunek. Nagle usłyszała za sobą kroki.
Postanowiła się nie odwracać i tylko przyśpieszyła. W końcu przestała je
słyszeć, więc zwolniła. I w tym momencie zdała sobie sprawę z tego, że nie wie,
w którym miejscu w lesie się znajduje.
- To nie może być prawda, to nie może być prawda, to nie
może być prawda.
Powtarzała jak mantrę rozglądając się wokoło.
- Co nie może być prawdą księżniczko?
Usłyszała. Kilka metrów od niej stał ten chłopak, którego
dzisiaj rano spotkała w lesie.
- Emmm… nic, nic. Tylko…
- Zgubiłaś się.
Stwierdził, a Cristal przez chwilę nie wiedziała czy
powiedzieć prawdę czy nie. Stwierdziła jednak, że nie ma sensu kłamać.
- Tak.
Brunet podszedł bliżej niej.
- I co masz zamiar z tym zrobić?
- Nie wiem. – jęknęła i usiadła na pniu drzewa – Nie mam
telefonu, moja mam nie wie, gdzie jestem.
Chłopak usiadł obok niej.
- Jak właściwie masz na imię?
Spytał.
- Cristal.
- A zatem Cristal z chęcią pokażę ci drogę powrotną do
domu.
- Serio?
- Tak.
Oboje wstali i zaczęli iść przez las.
- A ty jak masz na imię?
- Tony.
- Nie jesteś z tond, prawda?
- Tak. Przyjechałem tu do wujka, Charlesa Jorgensona.
- Nigdy o nim nie słyszałam.
- Nic dziwnego. Wujek woli trzymać się na uboczu. Mieszka
w lesie odizolowany od reszty miasta. O ile tą zapyziałą wieś można nazwać
miastem.
- Faktycznie, nie jest to jakieś centrum rozwoju.
- A ty mieszkasz tu od urodzenia.
Bardziej stwierdził niż zapytał.
- Aż tak bardzo to widać?
- Nie. Jesteś kompletnie inna. I wyglądasz inaczej.
Większość dziewczyn tutaj to blondynki z niebieskimi oczami.
- Już zdążyłeś to zauważyć.
Roześmiała się Cristal. I znów usłyszała te kroki.
Spojrzała pytająco na Toniego, a on pokiwał głową. Odwrócili się w tym samym
momencie. Kilka metrów za nimi między drzewami coś się poruszyło. I było za
duże na jakiekolwiek zwierzę. Cristal instynktownie chciała uciekać, ale Tony
złapał ją za rękę.
- Nie może poznać, że się boimy.
Powiedział spokojnie. Spojrzał jej w oczy.
- Nie bój się jesteś ze mną.
I uśmiechnął się uspokajająco. I ruszyli dalej, a Tony
cały czas trzymał ją za rękę.
- Gdzie pracuje twoje mama?
Spytała odginając gałąź.
- W wydawnictwie.
- Masz rodzeństwo?
- Tak, młodszą siostrę. Ma na imię Molly.
- Ile ma lat?
- Dziesięć.
Kroki za nimi się nasiliły, a Tony mocniej ścisnął jej
rękę.
- A ty?
Zapytała starając się by jej głos brzmiał spokojnie.
Brunet uśmiechnął się.
- Dziewiętnaście.
Czyli jednak jest straszy, pomyślała szatynka. I w tedy
zobaczyła coś co sprawiło, że kamień spadł jej z serca. Kilka metrów przed nimi
było wyjście z lasu.
- Jak to możliwe, że jesteś tu stosunkowo od niedawna, a
znasz ten las lepiej niż ja?
- Szybko się uczę.
Gdy dotarli pod jej dom szatynka odwróciła się, ale nie
zobaczyła nikogo.
- Dziękuję.
Powiedziała. Tony uśmiechnął się i wyjął z kieszeni
długopis. Potem odwrócił jej rękę i zaczął pisać na niej ciąg cyfr.
- Jakbyś potrzebowała to zadzwoń.
Powiedział i pocałowała ją w policzek. A potem po prostu
odwrócił się odszedł.
Zapowiada sie ciekawie :) Masz pomysły, jak widac. Bardzo lubię Cristal :* Czekam na nn i zapraszam do mnie na dwie nowe notki :* Liczę na Twoją opinię.
OdpowiedzUsuńhttp://to-hell-with-love.blogspot.com/