Gdy Cristal się obudziła było przez szóstą. Przeciągnęła
się i wstała. Za oknem wstawało słońce, a wraz z nim nowy dzień. Usiadła na
parapecie i odgarnęła plątaninę włosów z twarzy. Jej dom był położony
naprzeciwko lasu co oznaczało, że miała na niego dobry wgląd. I nagle
zauważyła, że coś poruszyło się między drzewami. Nie mogło być to żadne
zwierzę, nie tak blisko drogi. Więc co? Człowiek? Raczej nie. Miejscowi unikali
tego lasu, mówili, że jest nawiedzony. Cristal od zawsze była bardzo odważna i
najpierw robiła, a potem myślała. Od razu więc podniosła się na równe nogi i
wyszła z pokoju. Przeszła przez korytarz bardzo cicho, aby nie obudzić mamy i
siostry. Gdy dotarła do przedpokoju złożyła trampki i wyszła z domu ostrożnie
zamykając za sobą drzwi. Szybo przeszła przez drogę i zatrzymała się na
krawędzi lasu. Odliczyła w myślach do dziesięciu i weszła w gęstwinę drzew i
krzewów.
Cristal nigdy nie bała się lasu tak jak inne dzieci.
Lubiła tam wchodzić i nie wierzyła w legendy i opowieści ludzi ze wsi. Ale mimo
to musiała przyznać, że las o tej porze wydawał się dość niesamowity. Nagle
jedno z pas jej włosów zaczepiło o
gałąź.
- Kurde.
Warknęła.
- Taka ładna, a tak się wyraża.
Dziewczyna poczuła jak serce podchodzi jej do gardła.
Odwróciła się. Za nią stał chłopak zadecydowanie starszy do niej. Miał
kruczoczarne włosy i szaroniebieskie oczy. Jego usta były wykrzywione w
ironicznym uśmiechu.
Szatynka nie była w stanie wypowiedzieć ani słowa.
Roztargniona szarpnęła mocniej za włosy i aż syknęła z bólu, gdy je sobie
wyrwała. Chłopak wybuchnął złośliwym śmiechem. Cristal zrobiła się cała
czerwona.
- A więc powiedz droga masochistko, co cię sprowadza do
nawiedzonego lasu o tak wczesnej porze? Nie boisz się, że napadną cię duchy?
- Nie wierzę w duchy.
Odpowiedziała w tym samym momencie zdając sobie sprawę z
tego, że jest ubrana w krótkie spodenki w kratkę i niebieską bluzkę z myszką
Mickey.
- A teraz przepraszam, ale muszę już iść.
Dodała i ruszyła w kierunku powrotnym do domu.
- Do zobaczenia księżniczko!
Krzyknął za nią.
Gdy Cristal znalazła się z powrotem w domu była szósta
trzydzieści. Jej mama i siostra nadal spały, ale dziewczyna była zbyt
rozemocjonowana żeby spać. Jej myśli wciąż wypełniał nieznajomy chłopak. Była
pena, że nigdy wcześniej go nie widziała, więc za pewne nie był z tond. W takim
razie z kąt? Może przyjechał do rodziny? Cristal przeczesała ręką plątaninę
włosów okalających jej twarz i od razu przypomniała sobie ten jego uśmiech i
to, że zrobiła z siebie kompletna idiotkę. I nagle poczuła się okropnie senna.
Próbowała wstać z krzesła, ale jej się to nie udało. Upadła na podłogę. I nagle
poczuła, że ktoś ją podnosi. Nie wiedziała kto, była zbyt zmęczona, powieki jej
opadały. Zasnęła.